Abracadabra – estetyka, wiedza tajemna #4

Estetyczny czyli jaki? Według mojej definicji, znakomitymi synonimami tego przymiotnika niech będą: inny, ciekawy, odważny, „odjechany”, wyjątkowy, nietuzinkowy, szlachetny, kunsztowny, piękny, śmiały, nieszablonowy – długo bym tak mogła;) Kilka zdjęć na potwierdzenie tego, że w urządzaniu nie liczą się jedynie pieniądze i kopiowanie katalogowych propozycji. Kilka – dla mnie – estetycznych rozwiązań, które mnie absolutnie zachwycają.

Źródło zdjęć: pinterest.com

Abracadabra – estetyka, wiedza tajemna #3

Zawsze powtarzam ludziom, dla których projektuję, że jestem u nich gościem raz, dwa, piętnaście razy. Potem pójdę do innego domu. Oni natomiast będą u siebie ( z założenia ), codziennie. Dlatego więc, zorganizowana przestrzeń musi być optymalna dla nich. Punktem wyjścia jest zatem zawsze to, w czym czują się znakomicie. Chodzi oczywiście o kolory, faktury, proponowany styl aranżacji.
Najlepszym na to dowodem są upodobania ludzi, dla których pracuję.
Przypomina mi się historia pewnej rodziny, która uwielbiała spędzać wakacje w Portugalii. Chciała mieć odrobinę tego klimatu w domu. To jedno z tych zadań, które uwielbiam realizować – ludzie wiedzący czego chcą, a do tego – nieoczywiste nawiązania do oczywistego tematu – boski zestaw!
Zaczęliśmy realizację iberyjskiego klimatu w katowickim domu.
Punkt wyjścia został nakreślony. Ważne były w tej aranżacji kolory, wzory. Realizacja stojąca totalnie w opozycji do wspomnianego wcześniej eleganckiego biało czarnego mieszkania pana ( również ) M.
Zaczęło się – inspirująco. Państwo udali się do Portugalii z misją odnalezienia nietuzinkowych wzorów, które są wyjątkowo charakterystyczne w tamtejszych wnętrzach.
Szukaliśmy czegoś na kształt tego, o:

Obłędne, kunsztownie barwne wzory – szalenie determinują. Zupełnie inne założenie od bazowego beżu i wyrafinowanej czerni łączonej z bielą. Szukaliśmy tych wzorów i udało nam się znaleźć niebagatelne rozwiązanie w postaci tapety. Oszałamiająco piękna ściana.
Niebanalnym rozwiązaniem okazała się odnaleziona przeze mnie tapeta, na której pojawiały się poszukiwane wzory. To rozwiązanie jest dobrym dowodem na to, że nie zawsze wszystko we wnętrzu musi być bardzo dosłowne. Chcieliśmy nawiązać do ulubionego klimatu inwestorów
i udało się.
Fantastyczna tapeta została połączona z kaflami podłogowymi w biało granatowe, w zasadzie chabrowe wzory. Na tle nietuzinkowej ściany stanęła pyszna kuchnia w kolorze cappuccino.
Całość dopełniły krzesła przysunięte do delikatnie stylizowanego stołu, nad którym zawisły lampy o charakterze nieco loftowym.
Czym zatem jest pojęcie estetyki? Dobre pytanie. Estetyka, jak gust – jest szalenie względna.
Z mojego punktu widzenia – w każdym drzemie jakieś instynktowne wyczucie piękna. Najlepszym, najwłaściwszym sposobem odkrycia tego jest współpraca z projektantem:)
Wykorzystanie tapety, o jakiej piszę dla jednych będzie przesadnie odważne. Innym będzie kojarzyło się z odrapanym dworcem czy podobnym miejscem.
Wierzę jednak, że znajdą się również tacy ( wyjąwszy wspomnianych inwestorów ), którzy zobaczą w niej prawdziwe piękno. Zestawione z meblami w ciepłym kolorze, szaloną podłogą, która zmienia się przechodząc w domową fakturę drewna, zamienia – dzięki miękkiej, błękitnej sofie – przestrzeń w przytulne domowe gniazdo, jakkolwiek trywialnie to brzmi.
Jedno jest pewne – pojęcia estetyka nie można jednoznacznie ocenić. Drugim pewnikiem jest wielorakość możliwości aranżacji konkretnych przestrzeni – zależnie od upodobań inwestorów. Dlaczegóż więc, dlaczegóż – zawsze ma być tak samo – w brązie jedynie, hm??

Poniżej zdjęcie opisywanej tapety wykorzystanej w aranżacji.

Źródło zdjęć: pinterest.com

Abracadabra – estetyka, wiedza tajemna #3

Czerń we wnętrzu cudownie komponuje się z bielą i ciepłymi odcieniami drewna. Czerń z bielą doskonale się równoważą. Należy pamiętać, że to kolory nieśmiertelne, zawsze na czasie. Mogą stanowić doskonałe tło do innych mebli – w tym samym bądź innym zestawie kolorystycznym. Mogą to być kolorowe meble albo choć dodatki typu poduszki, dywaniki, lampy. Czerń zawsze będzie pasować,a zmieniając dodatki – stworzy się stare – nowe wnętrze. Poprzez dodanie kwiatów czy tkanin przestrzeń staje się jakby bardziej przyjazna, zapraszająca. No i wracamy do meritum – każdy lubi co innego. Jedno jednak jest pewne – czerń i biel to kolory, które nie szybko znudzą się we wnętrzach, a inną sprawą jest ich moc. Mają ogromną możliwość przeobrażania przestrzeni. Nie będzie to przesadnie odkrywcze, jak przypomnę, że można nimi znakomicie powiększać bądź pomniejszać optycznie kreowane przestrzenie. Można obniżyć wysokość albo dokładnie odwrotnie – „podnieść” sufit. Skrócić bądź wydłużyć pomieszczenie itd.

Odrobina koloru na czarnym tle sprawi, że będzie ono znacznie bardziej przyjazne. Jasne dodatki cudownie rozświetlą przestrzeń. W zasadzie powstrzymuje nas jedyna nasza wyobraźnia. Bardzo często zdarza się tak, że inwestorzy kombinują sobie, jak sprawić by urządzane przez nich miejsce było wyjątkowo atrakcyjne. Nie zależy to w dużej mierze od wydanych pieniędzy,a od – jak ja to nazywam – otwartości na pomysły różne. Nie muszą z każdego użytego w domu sprzętu „ryczeć” metki czy logo popularnych marek wnętrzarskich. Po pierwsze zatem – czego chcemy, jak ma wyglądać nasz dom, nasze biuro. Po drugie – w jakich kolorach, w otoczeniu jakimi przedmiotami lubimy przebywać. Ile chcemy w to zainwestować. Byłabym hipokrytką twierdząc, że możemy urządzić wnętrza za bezcen, ale – wierzcie mi proszę – można to zrobić za naprawdę stosunkowo niewielkie pieniądze. Kluczem do sukcesu jest znajomość…siebie i własnych upodobań. Taka jest moja filozofia. Kończąc temat czerni i bieli dodam jeszcze tylko, że wiele oczywiście zależy od efektu jaki chcemy osiągnąć. Poza tym należy pamiętać, że nie tylko kolor, ale rodzaj nawierzchni ma niebagatelny wpływ na postrzeganie klimatu miejsca, w którym przebywamy. Wspomniany klient chciał nowocześnie i wyszło z marszu ponadczasowo. Żeby jednak nie było to smutne mieszkanie, zastosowaliśmy różne faktury, struktury czerni z dodatkiem bieli. Należy pamiętać, że wszystkie błyszczące nawierzchnie również optycznie powiększają.

W przypadku czerni – dodatkowo nadają głębi. Po mojemu czarny nie znaczy nudny czy przygniatający. Czarny w mojej odsłonie to dostojny i bardzo charakterny kolor, a dobrze „zmieszany” powoduje, że ubrane weń miejsce zyskuje na tajemniczości, ale również wyjątkowości. No i jak ma się do tego pojęcie piękna, hm? Jest na pewno niejednoznaczne. Pytanie – czy czerń może konkurować z wszechobecnym brązem? Tak! Tak i po tysiąckroć tak! W mojej wersji aranżacji oczywiście;)

Co więc wyjdzie nam z połączenia tandety i zasobnego portfela – niezły pasztet niestety. Nadmiar wydanych pieniędzy na urządzenie wnętrza nie oznacza wcale powstanie gustownej aranżacji, to pewne. Nie ma jednoznacznej recepty na stworzenie oryginalnej aranżacji wnętrza. Jest natomiast – co pewne – mnóstwo tropów, którymi powinniśmy podążać chcąc stworzyć wnętrze optymalne dla samych siebie.

Źródło zdjęć: pinterest.com

Abracadabra – estetyka, wiedza tajemna #2

Reszta ścian zatarta została jaśniuteńką zaprawą w kolorze podłogi. W oknach zawisły miękkie jasne story, które w sposób niesamowity sprawiły, że salon zrobił się cudownie przytulny i – mimo użytych materiałów – bardzo domowy. Ponieważ pomieszczenie jest duże, mogliśmy pozwolić sobie na ustawienie w nim ogromnego stołu wykonanego ze starego drewna – podobno pochodzącego z wyłowionych gdzieś tam łodzi. Przy nim stanęły szlachetnie ulubione moje Pantony bielusieńkie, jakby konkurencyjnie do drewnianego „potwora”. Całość – obłędnie jakaś – czarowna po mojemu. Już na pewno z charakterem.

Biorąc pod uwagę możliwości – nie tylko te przestrzenne, ale również ekstrawersję właściciela, mogłam pozwolić sobie na szaleństwa typu ciężkie duże meble, mocne faktury, determinujące wnętrze „detale” typu wspomniany wcześniej motor. Całość miała być eklektyczna, niejednorodna. Bardzo związana z doświadczeniem, upodobaniami inwestora. Stąd pojawiły się kamienie, wymieniana ciągle maszyna . Na antresoli zaś, do której prowadziły schody „przytulone” do ściany łączącej dół z górą, dostojnie ubraną w wielkie twarze ( na tapecie ), tej samej kobiety , powstała biblioteka pana domu. Zabudowa biblioteki wykonana została z prętów i szkła zbrojonego. Boki zabudowy mają kolor dobrany do koloru płytek.

Charakter wnętrza zmienił się totalnie, choć może powinnam napisać: charakter wnętrza powstał, w ogóle;) Wcześniej było jedynie białe, apteczne ( dosłownie ), tło, jakby czekające na stworzenie czegoś niepowtarzalnego, zgodnie z życzeniem klienta. I największą moją satysfakcją po ukończeni tego projektu był komentarz samego zainteresowanego, który początkowo twierdził, że powinnam mieć przygotowane trzy różne propozycje wnętrz i dopasowywać je do każdego kolejnego klienta – zmienił zdanie diametralnie. To sprawa oczywista – każdy z nas, jakkolwiek banalnie to brzmi – jest inny. Lubi inne kolory, materiały, style itd. Dlaczego więc na Boga większość z nas próbuje wciskać się w ten sam zachowawczy schemat brązowo – beżowych mieszkań nie mam pojęcia. Ciągle mnie to zadziwia, wkurza, ale i fascynuje chyba.
Może bierze się to stąd, że brązowy kolor kojarzy się z bezpieczeństwem, hmm…
Nie można „ubierać” każdego w to samo wnętrze, jak w ten sam – choć modny – sweterek z sieciówki. I nie chodzi tu zupełnie o przekonanie, że każdy jest inny, co jest wyświechtaną prawdą, ale mamy przecież różne upodobania. Przykładem niech będzie życzenie innego z inwestorów, który bardzo chciał mieć wnętrze piękne. Dla niego synonimem piękna była nowoczesność, błyszczące powierzchnie i…dwa kolory: czarny i biały. Pamiętam, jak dopytywałam, jakie inne lubi kolory, odpowiadał zawsze tak samo, ze stoickim spokojem: biały i czarny, czarny i biały. Ty lubisz szary, różowy, a ja lubię czarny i biały. Dużo mieliśmy zabawy przy urządzaniu tego maleńkiego mieszkania w wersji męskiej z założenia. Miało być nowocześnie, kontrastowo i niekoniecznie bardzo funkcjonalnie. Pojawiły się zatem cudowne błyszczące, czarowne – okrutnie trudne w utrzymaniu – płytki czarne, duże – robiące wrażenie. Ściany próbowały rozciągnąć pomieszczenia bielą. Czarna kanapa próbowała nieporadnie zaprosić gościa. Tak sobie myślę, że się udało – dzięki oświetleniu, sączącemu się zza siedziska – czarodziejsko zmiękczyło klimat niedużego metrażu. Błyszczące powierzchnie i białe ściany pomogły optycznie powiększyć przestrzeń gościnną. Co bardzo ważne w każdym z urządzanych wnętrz – grało bosko światło – nie tylko centralne, górne, ale również to wspomniane już ukryte, zza kanapy, delikatnie sączący się strumień jasności z lampki na szafce. W części pokoju ustawiłam rdzawy ceownik, na którym zawiesiliśmy telewizor. Zrobiło się naprawdę po męsku:) No i jak chciał inwestor: kontrastowo, w jego ulubionych kolorach. Przykład innego choć równie męskiego wnętrza poniżej.

Pytanie zasadnicze – co znaczy męski?! Dla każdego pewnie coś innego. Należy pamiętać, że nie zawsze ciemno znaczy ponuro. A czarny kolor we wnętrzu nie koniecznie musi być rozumiany utożsamiany z apokaliptycznym podejściem do życia osoby funkcjonującej w takim miejscu. Czarny jest bardzo dostojnym, eleganckim kolorem. Jasne, że potrzebuje odpowiedniej oprawy, odrobiny „zmiękczenia” – zależnie od stylu, jaki chcemy wprowadzić do wnętrza. Niemniej jednak jest to jeden z tych czarownych kolorów, które powodują, że domowe pielesze nabierają charakteru.

Źródło zdjęć: pinterest.com

Abracadabra – estetyka, wiedza tajemna

Dzień dobry – bo słoneczny:) – mimo że listopadowy. No i sam fakt „początku listopada”, zmusił mnie niejako do chwilowego – krótkiego obiecuję – narzekania. No bo, no bo – oglądane przez lata różne wnętrza nauczyły mnie, że estetyka niekoniecznie traktuje o pięknie. Pewnym jest natomiast, że to bardzo względne odczucie, a przecież – o gustach się nie dyskutuje. Czasem jednak mam wrażenie, że pojęcie piękna jest pojęciem tak wysoce abstrakcyjnym, że mało zrozumiałym dla wielu. A nawet wiedzą tajemną ukrytą gdzieś w skrzyni na dnie studni czy innej piwnicy, do której dostępu strzegą rozczochrane fauny ze śpikami z nosa – odrażające przez co dostępne jedynie dla śmiałków.
Tak sobie pomyślałam, że poopowiadam trochę o tzw. „historiach z życia wziętych”:)

Kiedyś jeden z klientów – właściciel dużego domu, w którym wszystko było takie samo: wszędzie te same białe ściany, takie same płytki w każdym z pomieszczeń, niezależnie, czy był to salon czy sypialnia. Wszędzie też panował półmrok przez zaciągnięte częściowo rolety zewnętrzne. Było w tym domu coś, co powodowało smutek jakiś, nostalgię, no i pachniało okropnie lekarstwami. Sam właściciel wydał mi się dość…osobliwy. Na pierwszy rzut oka wnętrze miało być jakąś bazą, ale bardzo zgaszoną – mimo jasnych kolorów, dominującej bieli i beżu. Odkryciem była kuchnia – wspaniała zabudowa meblowa wykonana ze stali nierdzewnej- pomysł właściciela – inaczej niż wszędzie. Tak sobie teraz myślę, że ta blacha właśnie przedstawiła mi inwestora w innym świetle. Długo rozmawialiśmy o funkcjach domu, potrzebach, możliwości wykorzystania przestrzeni. Okazało się, że ów pan jest bardzo ciekawą osobą z wyjątkowo „otwartą głową” i mogliśmy poszaleć w tym wnętrzu.

Zamysł szybko się pojawił, a styl wnętrza klarował się w miarę przeprowadzanych pogawędek. Miało być przede wszystkim przytulnie, ciepło. Nie było to łatwe zadanie biorąc pod uwagę jasne, beżowe płytki na wszystkich podłogach – również w ogromnym, cudownym przestrzennym salonie z antresolą. Szybko doszliśmy do porozumienia stawiając na łączenie stylów zgodnie z upodobaniami inwestora, nie licząc się z ogólnie przyjętym rozumieniem pojęcia: schludnie;) Ponieważ, jak się szybko okazało, inwestor jest człowiekiem o szerokich horyzontach i bardzo otwartym na szalone pomysły – zaczęliśmy zwozić do domu kamienie, stare, drewniane meble i inne tego typu dekoracje. Pamiętam, jak dużo czasu zajęło mi znalezienie odpowiedniego kamienia, którym wyłożona została centralna ściana w salonie łącząca dół z antresolą. Chcieliśmy, żeby przypominała trochę zamkowy sznyt. Kamień dobrany do koloru posadzki miał się z nią komponować, tworząc doskonałe tło do innych „atrakcji”. Ściana wyszła nam mniej więcej taka, jak na zdjęciu powyżej – cudowny klimat bez nadęcia. Na jej tle zawisł piękny, druciany żyrandol, a potem stanął – w obłędnych kolorach , opalizujących zielono różach – motor z historią, o której długo mi opowiadał właściciel ( Panie M., proszę wybaczyć moją ignorancję – nie pamiętam, cóż to był za potwór ).

Pieczołowicie ułożone kamienie fantastycznie – wbrew pozorom – zmiękczyły to ascetyczne dotąd wnętrze. Grały kolorami. Zachwyciły mnie niejednorodnością. Znakomicie skomponowały się z okropną ( niestety, nie udało mi się przekonać inwestora do zmiany podłogi ), beżową podłogą, której odebraliśmy prym i przestała być determinantą w tym domu. Cieplej – dosłownie – zrobiło się też przez kominek, który w końcu został zabudowany i na jego czołowej ścianie pojawił się szalunek. Kontynuacją odbitych w betonie desek jest sąsiednia ściana w deskach.

Źródło zdjęć: pinterest.com

Panel dyskusyjny…

Przepraszam, przepraszam – przepraaaszam, że tyle mnie nie było. Naprawdę dużo się dzieje i przepadłam na chwilę. W tzw. Międzyczasie byłam na targach dizajnu w Warszawie, nie dotarłam na cudowne tragi w Łodzi… Nie gniewajcie się proszę. Mam za to coś, z czym chcę – prawie natychmiast podzielić się;)

Wczoraj miałam zaszczyt poprowadzić panel dyskusyjny nt.: „Dizajn pół żartem, pół serio”. Rzecz cała wydarzyła się w Customform, firmie sprzedającej stołki, sofy, krzesła itd. Było to dla mnie niemałe wyzwanie z dwóch powodów – po pierwsze – audytorium było „poskładane” z ludzi ze środowiska – tym trudniej. Po drugie zaś – mam od kilku dni niedysponowane gardło☹ Okazało się jednak, że towarzystwo chce dyskutować i mogliśmy sobie „pogadać” o wnętrzach.

Katowice_Custmform_25.10.2014_2 Postawiłam tezę: pół żartem czy na serio. Jakież było moje zdumienie, kiedy garstka architektów zajadle broniła swojego zdania: robimy to, czego chce klient. Tak mnie zasmucił fakt braku chęci niesienia misji;) że postanowiłam natychmiast o tym napisać. Myślę sobie, że wiele czynników ma wpływ na podchodzenie ludzi do kwestii kreowanej przestrzeni. Najpewniej często chodzi o zwyczajny brak świadomości, może wyobraźni… Czasem ludzi boją się opinii innych – rodziny, znajomych, a czasem – zwyczajnie chcą być przyporządkowani określonej grupie – inni tak mają – mam i ja. Miałam jednak nadzieję, że tzw. środowisko chociaż próbuje pokazać alternatywę – bo przecież można inaczej podać klientowi to, czego oczekuje. Zrobił się panel na serio, no i wspomniany „dizajn” też jest chyba na serio. Czy to znaczy, że moja teza jakoby urządzanie wnętrz można traktować jak dobrą zabawę jest chybiona… Smutno mi jakoś – co nie znaczy, że zmieniłam zdanie. Zgadzam się, że opinia i oczekiwania klientów, osób przecież korzystających z określonej przestrzeni jest bardzo istotne. Chcę zwrócić jedynie uwagę, że owi użytkownicy nie zawsze mają do końca znają alternatywę. Nie zawsze mają wyobraźnię – mają po prostu inne kwalifikacje. Jesteśmy od tego, żeby zarażać pomysłami, nie kopiować – po mojemu;) Uuuuaaa – zabrzmiało! Przecież ile ludzi – tyle pomysłów, opinii, no i wnętrz, o!

Wracając do wczorajszej imprezy – tak czy inaczej – uważam ją za naprawdę udaną. Było miło. Fajnie, że można było podyskutować;) Można było również nacieszyć oko przyjemnym wzornictwem, a wszystko w klimacie PRL’u – pysznie!

Załączam jeszcze kilka fotek ulubionej mojej kolekcji ( dokładnie zbadanej już;)) i odkrycie – cudownej urody stół. Ciekawe, czy się Wam spodoba…
-zx-bialy
paris-arms-multikolor

Szczypta koloru

Pogoda jaka jest – każdy widzi;)

Patrząc tak w szare okna pomyślałam, że napiszę o szarości – odkrywcze, co?! No dobra, może jeszcze o kolorach trochę… Wybieram się dziś do klientów, którzy chcą mieć mieszkanie w odcieniach szarości i bieli – „ po skandynawsku”. Cudownie miękki klimat, spokojny… Zastanawia mnie niezmiennie dlaczego młodzi ludzi ( są zdecydowanie młodsi ode mnie, a to bardzo delikatnie, ale dokucza;)), mają tak niewiele w sobie otwartości na odważniejsze rozwiązania. Ma być biało i szaro ( uwielbiam chyba wszystkie odcienie szarości ) – czy to jest równoznaczne z: nudno??…

Po mojemu, fajnie jak przestrzeń ( dom, mieszkanie, pracownia ), urządzana jest konsekwentnie, co nie znaczy nudno. Dobra, zdradzę tajemnicę – projektując wnętrza, słucham ludzi. Ich potrzeb, jakie mają oczekiwania, pomysły – rady nierzadko. Słucham czym się zajmują, co lubią, jak spędzają wolny czas. To est punktem wyjścia do stworzenia optymalnego wnętrza dla konkretnego klienta. Tajemnica zaś dotyczy kreowania wnętrza konsekwentnego choć nie nudnego. Szukam wspólnego mianownika w postaci np. koloru właśnie, faktury albo jakiegoś szczególnego, wskazanego przez klienta stylu,bądź zasugerowanego przeze mnie – jeśli nie ma pomysłu. No i…mieszam, dodaję, wymyślam:) Klienci często pytają: co jeśli im się nie spodoba – nie ma takiej opcji;) Być może brzmi to trochę zarozumiale, ale to fakt. Pomysły powstają na bazie informacji, jakie udaje mi się zebrać. Dobra, dobra – wracając do szarości i bieli z początku wpisu. Kiedyś, choć nie wiem czy nie za wcześnie tak mówić, bo w zasadzie jeszcze ciągle – najpopularniejszymi kolorami we wnętrzach były brązy – wszelkie odmiany – beże, żółcienie. Teraz szary jest bardzo mocnym konkurentem tych zestawów. Cudownie! Wszelkie szarości są boską możliwością tworzenia bazy wnętrza, tła. Jak myślicie?… Szarości w różnych odsłonach. Nie będę oryginalna pisząc o właściwościach kolorów, ale to ma olbrzymie znaczenie. Ulubiony mój wnętrzarski kolor jest bardzo neutralny, co znaczy, że oprócz możliwości stworzenia zeń dobrej bazy – odpręża, relaksuje, wycisza. Jasne, że – jak każdy z kolorów stosowanych we wnętrzach – ma też inne możliwości – może optycznie powiększyć ( jaśniuteńki odcień ) lub pomniejszyć ( grafit np. ), pomieszczenie. Możemy wykorzystać go do obniżenia ( wizualnego oczywiście ) sufitu ( malowany na ciemno ), lub odrobinę „podnieść”przestrzeń. Kolory w ogóle maja cudowną moc. Nie bez kozery mówi się o koloroterapii. Jakiś czas temu pracowałam nad projektem kliniki dla osób starszych, chorych. Zastanawiałam się, w jakich kolorach najprzyjemniej będzie w niej pacjentom. Wydawało mi się, że dobrze będzie postawić na kolory, które – nie w nadmiarze oczywiście – dodadzą pacjentom energii. Rozmawiałam na ten temat z panią psycholog i doszłyśmy do wniosku, że to może być za mocne uderzenie. Ludzie, którzy wracają do zdrowia potrzebują energii, ale łagodnie podanej;) Postawiłam więc na tzw. kolory ziemi – wszelkie zielenie, delikatne beże ( jednak!), łagodne szarości, rozbielenia, odrobinę wrzosu… Kolory mają właściwości nie tylko powiększające, pomniejszające, ale w ogólne wpływają na samopoczucie – co również nie jest zbyt odkrywcze, wiem. Tłumaczy to popularność brązu:) Daje przecież poczucie bezpieczeństwa – bezpieczna wnętrzarska klasyka:) A co, gdyby tak trochę poszaleć kolorowo… Dodajmy do wspomnianej bazy odrobinę odjechanych tonacji – oto, co może wyjść – zdjęciową próbkę załączam;)

PS. Chcę bardzo, bardzo, bardzo przekonać Was do kombinowania z barwami, fakturami, stylami. To jest boskie doświadczenie, naprawdę…:) Idę z misją do „młodych od biało – szarego m” – trzymajcie proszę kciuki:)

Źródło zdjęć: pinterest.com

Dwa Michały czy jakoś…

Zabawne, jak różne podejście do pracy, własnej przestrzeni mają ludzie, którzy na co dzień tworzą zgrany, biznesowy duet. Dziś w pracy było bardziej zabawnie niż zwykle. Wszystko przez – „odjechanych” inwestorów, którzy konwersacją według sobie jedynie znanego klucza ubawili mnie do łez – prawie. Najfajniejsze były wymieniane między nimi komentarze. Dobra, dobra – już próbuję jaśniej. Otóż w wizji jednego z panów pojawiła się ściana w ogromnych, choć cienkich płytach 1,2 x 3,2, 3mm, którymi moglibyśmy wyłożyć jedną ze ścian galerii, którą razem projektujemy. Komentarz drugiego z panów był bardzo jednoznaczny – lipa! Jakież więc było moje zdziwienie, kiedy po godzinnej niemal dyskusji – w czasie trwania której udało nam się zahaczyć o podłogi, płytki, absolutnie wszystkie możliwe sanitariaty, kwestię: produkt – rzemiosło, bardziej i mniej zasadnicze motywy powstawania tego miejsca, jego sąsiedztwa z piekarnią, sprawę straszenia czy oswajania ludzi z dizajnem – panowie byli bardzo jednomyślni w sprawie wspomnianych płyt. W niemal identyczny sposób szło nam z innymi materiałami. Raz po raz zmieniając zdanie – spędziłam na miejscu urocze niemal trzy godziny. Z miłego skądinąd spotkania wynikło równie miłe nic :) Tak sobie myślę, że dobry projektant musi być tez trochę psychologiem. Zwykle tak jest, że kiedy inwestorami są pary – jakkolwiek skonfigurowane: partnerskie, małżeńskie, biznesowe – zazwyczaj są…nazwijmy to – różne stanowiska w sprawie. Jest to równie lubiany przeze mnie wątek pracy, jak ten dotyczący wyboru materiałów, próby przekonania do bardziej odważnych rozwiązań w domu, miejscu pracy itd. Dobra, tyle na dziś – chyba;)

PS. Finał spotkania był taki, że obaj panowie z podejrzaną ulgą na twarzy przyjęli skwapliwie moją propozycję przygotowania konkretnych rozwiązań na następne spotkanie, uff… Załączam zdjęcia z budowy i…ogłaszam przerwę – w towarzystwie borówki,o:)

projektowanie-wnetrz1

projektowanie-wnetrz2

Dziś o ścianach jeszcze chcę

Trochę zostawionych chyba – jako bazowy pewnik z gipsu, farbą malowany. Ostatnio próbowałam przekonać do cegieł moich ukochanych;) – podobno przesadnie popularnych – dziś o innych ściennych szaleństwach. No bo tak – co można zmienić na ścianach rezygnując tynku gipsowego malowanego farbą w oklepanym kolorze dziko nazywanej żółcieni…A tu niespodzianka – możliwości jest ogrom. Zaczynając od tynków przeróżnej maści – bardziej bądź mniej bosko dekoracyjnych. Finezyjnych struktur ściennych, tynków bawełnianych, glinianych – przez płyty betonowe, po wyjątkowo urokliwe tapety, malunki przeróżne, naklejki i inne okładziny. Można przecież wykorzystać deski, blachy, siatkę ogrodzeniową, tkaniny różne: plusz, jedwab, skórę. Możemy też kombinować z cokołami dekoracyjnymi – z płyt kartonowo gipsowych albo gotowych paneli. Takie cokoły dodają wnętrzu elegancji – miękko przenoszą w zupełnie inny wymiar – elegancji, szykowności -mmm…Możliwości jest naprawdę wiele – więc dlaczego, dlaczego, dlaczegooo na żółto…

Ciacho

Ostatnio, w Mediolanie, przy okazji targów miałam okazję zobaczyć, jak cudownie wyglądają na ścianach znakomite w każdym calu tapety. Tapety, które wyglądają jak olbrzymie zdjęcia wiernie odzwierciedlające rzeczywiste kształty, cienie, rzeczywisty trójwymiar – obłędne propozycje na ściany! Co prawda, tego typu malunki na papierze wymagają większej ściany – żeby „mogły zaprezentować „ całe swoje niecodzienne piękno. Tak wyklejona ściana w salonie – gdziekolwiek – jest nietuzinkowym determinantem, który potrzebuje jedynie dobrze dobranej bazy – w myśl mojej ulubionej zasady Coco: im mniej tym lepiej. Warunki dyktuje wnętrze – no i inwestor szanowny;) Ale, ale – oprócz wspomnianych dzieł sztuki codziennej – możemy, chcąc nadać wnętrzu bardziej osobisty charakter , wykorzystać ulubione zdjęcia, robiąc z nich plakaty wielkoformatowe, drukowane na papierze albo – co łatwiejsze w demontażu – na płytach pcv (dzięki czemu łatwiej będzie je zdemontować, kiedy nam się znudzą lub widniejące na nich facjaty przestaną być apropos;)).

Muszę, muszę jeszcze – zanim dalej będę próbowała przekonać (może choć jedną osobę;)), do innych – bardziej odjechanych – wariacji ściennych – pokazać „kawałek mojej” ściany, na tle której ustawiłam przecudnej urody krzak róży wysznupany w pewnym miejscu z roślinami. Podpowiem tylko, że ściana jest zwykła, a to, co na niej – to… zwykłą zaprawa klejowa. Przerwa. Malinowa. Sama upiekłam, to się chwalę:)

Jestem w stadninie i… chciałam dziś o cegłach chyba

Zabawne – bo zamiast „ o cegłach”, wyszło mi: „ o cuglach” – hmm, coś w tym musi być;) Ale, ale – co z tymi cegiełkami… Siedzę w samochodzie i gapię się na elewację stajni – cudowna, czerwona, piękna – czyli że naturalnie stara, boska! Wygląda fantastycznie nawet w deszczu.

Cegły w stadninie

Żal mi straszliwie, że tak ładnie wyglądający materiał jest wykorzystywany w sposób, hmm…dość tendencyjny. Brakuje trochę odwagi, żeby wkomponować cegły jakoś inaczej. Mam oczywiście na myśli cegły, cegły – nie materiały, jakie je udają;) Jedno jest pewne – wszystko, co udaje coś czym nie jest – jest zazwyczaj do bani niestety. Wyjątkiem – po mojemu – są „ceglane tapety” – czyli te z ceglanym nadrukiem. Często ostatnio słyszę, o przesadnej ostatnio popularności tego materiału, że w każdym magazynie itd. Być może. Być może pojawiają się wszędzie, ale najczęściej w wersji czerwonej, białej, szarej. Jakkolwiek – są cudne. Kurde, kurde – chciałabym znaleźć podobnych do mnie, fascynatów tej fantastycznej dekoracji. Załączam kilka fotek – ciekawa jestem, na ile jestem odosobniona w moich upodobaniach.

PS. Widziałam gdzieś ostatnio obłędny projekt małego mieszkania, w którym na ścianach były resztki tynku, farb, tapet. Naprawdę odważne, odjechane tło, na którym stały umiejętnie wkomponowane – bardzo funkcjonalnie – meble, dodatki. No i smutne komentarze zupełnie nie odczytujące osobliwego – bądź co bądź – klimatu miejsca, szkoda.

Źródło zdjęć: pinterest.com